poniedziałek, 25 stycznia 2016

o tym, że było-minęło, i każdy ma taki kostium ośmiornicy na jasełka, na jaki sobie zasłużył


w sobotę rano wybuchła panika, bo na podjazd wjechał bardzo porządny samochód: raczej wskazujący na Apacza (nieumówionego?!) niż kuriera. ale potrafią człowieka zmylić pracownicy poczty kwiatowej... na okoliczność wieeeelkiego bukietu róż i butelki szampana tak się wzruszyłam, że aż rzuciłam na głos "no bo niektórzy pamiętali o moich urodzinach" i się wydało, że mam żal (a następnie się wydało, że to przecież wszystko moja wina, bo podobno wyraźnie zapowiedziałam, że nie chcę żadnego obchodzenia urodzin, a życzenia mi przecież złożono i nawet poprawiałam życzących, że to nie imieniny są... ewidentnie wpadliśmy w dwie różne nogawki czasu albo nam się w międzyczasie dokwaterował ten Niemiec, co wszystko ludziom chowa. no ten, co ma takie śmieszne arabskie imię, Al-coś tam...). w skrócie powiem, że po przemyśleniu swojego postępowania przez wszystkie strony, złożeniu stosownych deklaracji (jak rozumiem, już nikt nigdy nie zapomni o moich czterdziestych urodzinach) i ogólnym oczyszczeniu atmosfery w stosunkach wzajemnych przywrócona została normalna norma. 

Juniorowa klasa przygotowuje w tym roku szkolną uroczystość wielkanocną. na ostatnim zebraniu rodziców wychowawczyni kazała nam w ramach pracy domowej obejrzeć na fejsie, jaką szopkę zbudowali na ostatnie jasełka rodzice uczniów z klas, które organizowały akademię bożonarodzeniową. żebyśmy się zorientowali, co do skali oczekiwanego od nas zaangażowania. w skrócie powiem: poprzeczka zawisła wysoko. dodatkowe utrudnienie stanowi okoliczność, że przecież wielkanoc jest zdecydowanie mniej nośnym tematem w aspekcie dekoracyjnym... ale od czego mamy internety. wyguglałam rewelacyjne "pisanki" produkowane z balonów owijanych nasączoną wikolem włóczką, sznurkiem itp. wczoraj wyprodukowałam dwie sztuki na próbę. Junior rzucił okiem na efekt moich wysiłków i stwierdził sceptycznym tonem "moim zdaniem to się nie sprawdzi", aby kwadrans później zagadnąć wchodzącego do kuchni ojca: "tata, widziałeś, jakie żeśmy z mamą pisanki zrobili?" żeśmy zrobili! prawie się zapowietrzyłam, werbalizując protest przeciwko podpinaniu się pod moją krwawicę...

nie wiedzieć czemu, wizja wykonania kilkudziesięciu wielkich pisanek nie zaspokaja rozbudzonych we mnie ambicji. postanowiłam jeszcze sprokurować kolorowe wiosenne gałązki do przystrojenia sali gimnastycznej. las mamy blisko, kolorowy brystol już kupiłam. ostatecznie sala gimnastyczna jest duża, a wielkanoc w tym roku wypada wyjątkowo wcześnie. zatem mocy - przybywaj!



Brak komentarzy: