czwartek, 28 stycznia 2016

na każdy temat


po pierwsze jakieś mistrzostwa były, c'nie? i niech zgadnę: byliśmy jak zwykle czarnym koniem, aż nagle odpadliśmy? ale ja nie o tym. z całych mistrzostw najbardziej mnie zainteresowała dyskusja na temat naszych czirliderek. bo Skandynawowie stwierdzili, że skandal, uprzedmiotowienie kobiet i w ogóle, elo słowianie, wyjdźcie z jaskiń, tu na zewnątrz mamy XXI wiek... na co nasze czirliderki odpowiedziały, że halo ojtam, wcale się nie czuja uprzedmiotowione, one po prostu uprawiają taki sport, w którym - jak w tenisie czy innym łyżwiarstwie figurowym - się podkreśla kobiece wdzięki.

się przypatrzyłam tym naszym czirliderkom i myślę sobie tak, że dopóki wśród nich nie ma dziewcząt, które mają i kondycję, i aparycję Sereny Williams, to niech nie opowiadają banialuk o "sporcie", bo taka z czirlidingu dyscyplina, jak z pole dancingu taniec towarzyski. jest jakaś inna "dyscyplina", w której podstawowym kryterium kwalifikacji do drużyny jest śliczna buzia i długie, jedwabiste włosy? (figur się nie czepiam, zapewne pływaczki synchroniczne też muszą mieć w miarę spójne gabaryty). także sorry, siostry, ale wolę skandynawskie standardy.

a po drugie mam nową suszarkę do włosów. po ostatnich doświadczeniach szukałam takiej bez funkcji "miotacz ognia", ale za to z opcją zimne powietrze. tak się na tym zimnym powietrzu skupiłam,  że nie zwróciłam uwagi na gabaryty. no i teraz mam za swoje. suszareczka ma rozmiary kieszonkowej bazuki, wyglądam z nią, jak Czewbacca, który próbuje popełnić samobójstwo własnym laserowym blasterem. a po wysuszeniu głowy czuję się jak sztangista po treningu. cudownie.


Brak komentarzy: