Pokazywanie postów oznaczonych etykietą starość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą starość. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 9 marca 2015
eksperyment
próbuję sprawdzić, czy lektura wpływa na jakość życia i jak. jeszcze nie wiem, jak to jednoznacznie ustalić, na razie tylko zbieram materiały. czytając o zbrodniarzach z nazistowskich obozów koncentracyjnych, zapadłam na zdrowiu. teraz lecę przez leksykon marketingu i naprawdę nie wiem, jakich efektów mogę się spodziewać.
p.s. w radiu podano, że kobiety po pięćdziesiątce uważa się w naszym kraju za "starsze panie". no bez żartów. to mam nieco ponad dekadę do starości? wypraszam sobie.
piątek, 20 lutego 2015
formacje, imiesłowy, asany i ekstrakcje
"Oporem dla dalszych wzrostów jest górne ograniczenie formacji na 3,9300. Dotychczasowe wsparcie zostało przebite a kurs podąża obecnie wzdłuż linii oporu w dół." przeczytałam, popadłam w zadumę, podumałam, podumałam. pogodziłam się z faktem, że nie pojmę. przebite wsparcie i ograniczenia formacji nie są na mój rozum.
u Juniora dziś dzień z lekturą. po drodze do gimbusa streścił mi dla wprawy fabułę ostatnio czytanej książki. chociaż ilość przytoczonych szczegółów właściwie wyklucza użycie słowa "streszczenie". przy "złodzieje zażądali, aby policja zaniechała pościgu, grożąc, że skrzywdzą zakładników" otarłam łezkę wzruszenia: "zaniechała" i imiesłów przysłówkowy współczesny w jednym zdaniu złożonym ośmiolatka. (swoją drogą niezłą sobie lekturę wybrał w tym miesiącu, bo jak poprzednio czytał epicką historię Wiślan z epoki żelaza, tośmy co stronę metaforycznie rzygali na rymy i przerzutnie).
ostatnio na jodze włożyłam zbyt dużo serca w kobrę i mnie w lędźwiach kłuje. a po trzech podejściach do łuku tak mnie ręce bolą, ale to tak mnie ręce bolą, że chyba skorzystam z jutrzejszej ekstrakcji zęba mądrości jako pretekstu, aby sobie w przyszłym tygodniu trochę odpuścić.
to już będzie mój ostatni ząb mądrości, należy się więc przygotować na dalszy* spadek lotności ;)
* w rozmowie z przyjaciółką dokonałyśmy ostatnio zdumiewającego odkrycia, że nasze mózgi nie przyswajają już nowej wiedzy tak łacno jak drzewiej. podejrzewam, że może to mieć związek z faktem, iż jesteśmy z pokolenia, które zna znaczenie słów łacno i drzewiej...
p.s. no szlag! w sumie to jest bardzo dobrze, że moja ulubiona gazeta nie ma zwyczaju wymieniać nazwisk współpracowników, bo właśnie widzę wydrukowany tekst, przy którym się nieźle nabiedziłam, a po redakcyjnych "poprawkach" wynika z niego, iż sławna na cały świat firma produkująca luksusowe kosmetyki działa w branży "przemysł ciężki"... tak, robi bardzo heavy-metalowe perfumy i olejki do ciała z drobinkami ołowiu oraz molibdenu, jego mać! z kim ja, żesz, pracuję?
środa, 11 lutego 2015
nie tracąc fasonu
kochany dzienniczku, jakąż złośliwą jest matka natura, no to weź. w poniedziałek to było? rano zaczął padać śnieg. i nie wyglądało na to, żeby miał przestać, a ja tu mam na stanie chore dziecko i potrzebę wydostania się autem z garażu. wzięłam się więc w garść, okutałam zasmarkane lico, wydobyłam łopatę i poszłam walczyć z żywiołem. jak tylko oczyściłam 40 m2 podjazdu z 15-centymetrowej pokrywy śnieżnej, zaczął padać deszcz, który w pół godziny zredukował cały śnieg do kilku kałuż na drodze.
ale - myślę sobie - nie szkodzi, na pewno spaliłam trochę z tych kalorii, com je niefrasobliwie przyswajała przez ostatnie dwa tygodnie (na pociechę psychice nękanej wizjami katastrofy finansowej), niepomna, że za kilka tygodni mam się spotkać z tłumem obcych ludzi, którym z pewnością każdy mój nadmiarowy kilogram będzie miodem na serce i wodą na młyn (i nawzajem). odebrałam bowiem niedawno telefon od obcego numeru. męski głos zaanonsował się jako przedstawiciel fundacji i zaproponował mi wygłoszenie serii odczytów na temat norweskiego przemysłu garbarskiego*. jęłam tłumaczyć, że nie zajmuję się przemysłem norwegii w ogóle, a garbarskim w szczególności, ale pan był nieprzejednany i nalegał, że to właśnie ja muszę owe prelekcje wygłosić. dlaczegóż, chciałam wiedzieć. na świecie roi się od specjalistów w tej tematyce, dlaczegóż więc upiera się, by zaprosić laika w mojej osobie. bo ma do mnie zaufanie. dlaczegóż ma zaufanie do kompetencji obcej osoby? bo jestem świetnie wykształcona, gdyż skończyłam liceum Y w Świętym Mieście, a w dodatku 20 lat temu zdawałam maturę, czyż nie?
wówczas do mnie dotarło, że rozmawiam z którymś z czterech pryszczatych wyrostków ze swojej licealnej klasy. pozostało tylko odgadnąć z którym, co okazało się niezwykle trudne, gdyż nie mogłam sobie przypomnieć, jak się którykolwiek z nich nazywał. ale, jak się dzienniczku pewnie domyślasz, po kilku niezręcznych próbach w końcu trafiłam. mam teraz kolegę wpisanego w telefonie po profesji (bo nazwisko mogłabym znowu zapomnieć) jako Komornika. na pomysł zorganizowania imprezy wpadł, gdy uświadomił sobie upływ lat podczas rozmowy z innym kolegą z klasy, po profesji Panem Sędzią.
obiecałam, że przyjadę, więc teraz to już naprawdę muszę schudnąć!
*przyjmijmy na potrzeby autokreacji, że jestem światowej sławy ekspertem od szwedzkiego przemysłu obuwniczego.
wtorek, 3 lutego 2015
czysta forma, te sprawy
klip do żyrandola mogę oglądać w kółko z niesłabnącym zachwytem nad choreografią i tancerką. natomiast serce, no... to jest "czysta forma" - żadnych treści tu nie umiem dostrzec, ale czy mi to przeszkadza? otóż bynajmniej, gdyż Shia jest bardzo ładnie zbudowany, wysportowany aż miło (mlask! sory, przerwa na otarcie śliny w kącikach ust. niechybny sygnał nadchodzącej starości: takie coraz obfitsze się ślinienie przy obrazkach coraz młodszych chłopców. na emeryturze będę opłacać hakerów, żeby mi podpinali komputer pod kamery CCTV rozmieszczone w szkolnych szatniach przy salach gimnastycznych) i prawdopodobnie stanowi unikatowy - obok Seana C. - egzemplarz mężczyzny, któremu z brodą o wiele lepiej niż bez.
przy okazji się dowiedziałam, kimże jest umiłowany przeze mnie choreograf od tych dzieł. otóż wygląda mi na skrzyżowanie Salvadora D. i Franka Z (przeklęte wąsy). i tym tropem powróciłam do twórczości Franka i się zauroczyłam, ale nie mogę się zdecydować, którym pojedynczym dziełem najbardziej, więc nie będzie linka.
środa, 3 grudnia 2014
strumień świadomości
moje koty nie są nauczone schodzić z drogi. jak święte krowy. bywa to źródłem problemów, kiedy mnie weźmie ciemną nocą na spacery po mineralną albo kiedy wędruję z kuchni, niosąc w każdej ręce po jednym kubku z gorącym napojem (żeby nie wstawać co pół godziny od kompa).
ciekawe, czy dało by się je nauczyć, żeby się odsuwały na hasło "idzie się!". podobno tak się anonsowali przechodnie w średniowiecznych miastach, bo inaczej groziło im oblanie pomyjami z okna, gdyż wobec braku kanalizacji pomyj pozbywano się naonczas metodą defenestracji. podobno. tak w każdym razie opowiadał pan dyrektór mojej szkoły podstawowej, gdy raz miał zastępstwo z moją klasą. wówczas chyba szóstą. pan dyrektór miał mir i podobno za karę bił chłopaków paskiem po tyłkach w czeluściach swojego gabinetu, takie to były czasy.
po nim nastała pani dyrektór, która nie wzbudzała szacunku, a to dlatego że była głupia i strasznie krzyczała. żal to mówić o siostrze w płci, ale taka prawda. nawet siedmioklasiści ją dostrzegali. pewnie została panią dyrektór, bo należała do jakiegoś aparatu.
znałam jednego prezesa, co został prezesem wielkiej spółki telekomunikacyjnej, bo miał korzenie solidarnościowe. był naprawdę uroczy, ale czasami ciężko to było dostrzec, bo urok przesłaniały braki w intelekcie i wykształceniu. i doprawdy nie chodzi mi o to, że na szminkę mówił śminka, na wiezienie - więźnia. to był zaledwie akcent humorystyczny.
środa, 26 listopada 2014
koń pierwszego jeźdźca apokalipsy
zawsze byłam zdania, że jeśli chodzi o Boba Dylana, to ilekroć nachodzi go ochota, by śpiewać, powinien się położyć i jeśli już nie umrzeć, to chociaż poczekać, aż mu przejdzie. gdy wtem wczoraj zakochałam się bez pamięci w tej oto pieśni. i w ogóle mi nie przeszkadza dylanowy para-agonalny wokal! ba, znajduję go wręcz będącym bardzo na miejscu! na dobitkę w wideo uśmiecha się najcudowniejszy Robert świata! (trzy zdania z wykrzyknikiem na końcu pod rząd - niechybny znak labilności emocjonalnej!)
czwartek, 20 listopada 2014
żarty na bok
mania mi się kończy. jest ponuro i zimno. muszę likaona umówić na sterylizację i jest mi przykro. napis na długopisie JETSTREAM mi się rano ułożył w JESTEM STARA.
przewidując nadchodzący dramat, A. z Juniorem otaczają mnie ochronnym czymśtam, co się między innymi objawia ogólnodomowym zakazem używania słów typu "baba" i "gruba". bez żadnej taryfy ulgowej - można metaforycznie oberwać, nawet jak się jest okularnikiem albo kruchą frezją.
chyba muszę sobie Mistrza zabanować, zanim będzie za późno. czyli tydzień temu?
Subskrybuj:
Posty (Atom)