środa, 29 kwietnia 2015

znowu Regina dosiadła konia


i obym nie podzieliła smutnego losu księżniczki Anny...

na jutro anonsowali się klienci zainteresowani obejrzeniem domu. tym razem nic o ludziach nie wiem. nie jestem jednak z tego powodu bardziej przejęta niż zazwyczaj, bo po prostu przejmowanie się ma swoje granice. ponieważ są to granice, w obrębie których nie jestem w stanie usiedzieć spokojnie (w obliczu szansy i nadziei), to zaraz wstaje od komputerka i idę dopieszczać włości.

wiśnia kwitnie, jabłoń kwitnie, może do jutra zdąży wystrzelić mój bzowy zagajnik? byłoby czarownie...


trzymajcie kciuki, ok?

tylko tym razem porządnie ;)






wtorek, 28 kwietnia 2015

nie dogodzisz


pada. już było strasznie sucho, więc to dobrze. ale z drugiej strony właśnie zakwitła nasza jabłoń i (nienasz) rzepak, jak okiem sięgnąć, a tu pada i zimno, więc pszczoły nie mogą oblatywać. więc będzie mało miodu. zatem jednak skucha. i jak w tytule.


(posiałam wczoraj słoneczniki).




poniedziałek, 27 kwietnia 2015

auto


staram się poświęcać mu jak najmniej uwagi. tyle że prowadzę, tankuję i potrafię rozpoznać na parkingu pod supermarketem*. okazjonalnie zabieram do mechanika na wymianę oleju, zmianę opon czy przegląd rejestracyjny.

na myjnię automatyczną jeżdżę, żeby dziecku zrobić przyjemność. a w ogóle myję, kiedy brud - wbrew teoriom, że osadziwszy się warstwą o określonej grubości, powinien odpadać sam - utrudnia rozpoznanie auta na parkingu pod supermarketem po kolorze**.

poza tym raczej staram się ignorować sygnały, że coś może być nie tak. w efekcie ignorowania migających kontrolek odkrywamy absolutnie rozładowany akumulator podczas przerwy świątecznej w Świętym Mieście, a kolumnę kierownicy z uszkodzonym czujnikiem promienia skrętu wymieniamy dopiero wtedy, kiedy trzymanie rąk na kierownicy grozi oderwaniem dłoni od nadgarstków. czasami to jednak działa. na przykład od jakiegoś czasu coś mi kapie spod maski - nie olej, bo nie tłuste, i nawet przyjemnie pachnie. może mam nieszczelny pojemnik na płyn do mycia szyb? bym musiała do mechanika podjechać... ale czekam, może mu samo przejdzie?

tymczasem jednak w lewych, tylnych drzwiach autu "się zrobiła" dziurka. nie no, nie na wylot, takie raczej wgniecenie z lakieru zdarciem. maleńkie. i teraz muszę zgłosić szkodę i jechać do naprawy. bez sensu, bo albo mi nie dadzą samochodu zastępczego i przez iks czasu jak ja będę coś poza von Hrabiowitzami załatwiać? albo mi dadzą samochód zastępczy i jak ja będę takim obcym jeździć? może i mam prawo jazdy kategorii B, ale ono obowiązuje tylko na mój własny pojazd. w obcych nie odróżniam gdzie gaz, a gdzie sprzęgło. i nieszczęście gotowe.

aktualnie bowiem powody do nieszczęścia wynajduję na tuziny, mendle i kopy. przednówek się nie chce skończyć. odpoczywam i odpoczywam i nic. na przykład po czytaniu książki w weekendową noc (Jo Nesbo, Pierwszy śnieg - od początku wiedziałam, kto jest mordercą! pierwszy raz w życiu! musiałam szybko skończyć, żeby zweryfikować słuszne podejrzenia) przez całą niedzielę mnie bolały łokcie (od trzymania) i stopa (od siedzenia po turecku). chciałoby się rzecz: bez sensu, ale co się będę powtarzać...


* z reguły kieruję się na najbrudniejszy wóz na parkingu.
 
** bo poza tym to wszystkie auta osobowe są jednakowe, nie? może oprócz malucha, matiza i tico, bo one są megabrzydkie, dzięki czemu łatwo je odróżnić od reszty. ale folkswagena passata od alfyromeo? w życiu. chociaż to zły przykład. VW można odróżnić po reklamie z Gahanem. a... no to właściwie dobry przykład, bo alfyromeo się nie da odróżnić po reklamie z Gahanem, ergo: nie da się odróżnić***. chyba że od tico, prawda.

*** po znaczku się nie liczy, umówmy się. ani po napisie.









piątek, 24 kwietnia 2015

jak u kononononononowicza*


nic nie ma. nie ma kłopotów ze snem, bo się łyknęło kalmsik. nie ma werwy do działania, bo ten kalmsik chyba jeszcze nie przestał działać.

chociaż, nie. jedno jest: boleśnie bezradne oburzenie na "nazistowską Polskę" według firmy Mattel.

idąc tropem ostatnich rewelacji z drugiej strony Atlantyku, można powiedzieć, że rdzenni  czerwonoskórzy Amerykanie żyli w państwie o strukturach federalnych, a w ogóle to ponoszą odpowiedzialność za skutki Agent Orange w Wietnamie, (uwaga na drastyczne zdjęcia), tak?  jak nie stosująca skróty myślowe prasa (z notorycznymi "polskimi obozami"), to niedouczony szef FBI (ze współodpowiedzialnością okupowanych za zbrodnie okupantów). ale "nazistowska Polska" przebija wszystko i naprawdę, naprawdę woła o pomstę. do nieba, do jakiegoś trybunału? do ministerstw oświaty wszystkich cywilizowanych państw? historię podobno dyktują wygrani, więc my chyba od '45 przegraliśmy dużo więcej, niż nam się wydawało.



* bo nie od dziś miewamy fajnych kandydatów na prezydenta ;) ktoś pamięta?


środa, 22 kwietnia 2015

głupie - głupsze - wędrując ku dorosłości


nawet tego nie umiem skomentować. w razie czego wiem na pewno, że trzeba będzie Juniora wypisać z wychowania do życia w rodzinie.


wspominałam, że jestem zmęczona?


i nie mogę odpocząć. a jak wczoraj chłopaki byli na treningu, to z premedytacją nie robiłam NIC, tylko surfowałam po fanpejdżach GoT. (z tego wszystkiego zaczęliśmy wieczorem oglądać jeszcze raz od pierwszej serii i mi się zaraz w drugim odcinku przypomniało, że ja jednak mam całkiem inne upodobania niż Hannibal Lecter, co to stwierdził "I saw it. I liked it. Everybody dies there." a już książka to w ogóle - przy takiej ilości wątków pobocznych musiałabym przy czytaniu robić gęste notatki, żeby się nie pogubić. więc nie, nie jestem fanką. chociaż jednak Lannisterowie nie wkurzają mnie tak bardzo jak Ragnar z tym swoim uśmieszkiem. także z seriali to ja najchętniej CSI, bo tam jest i wartka akcja, i trup co się gęsto ściele, ale zanim się zdążę do niego przywiązać).

o czym to ja... zmęczona jestem. i zastanawiam się, czy powinnam dziś po południu: korzystając z pięknej pogody iść ogarnąć ostatnią nieogarniętą rabatkę (ryzykując, że znowu nie zasną z bólu wszystkich stawów obu rąk), czy raczej korzystając z tego, że jest środa, iść na jogę; czy też może, korzystając z tego, że jestem bardzo zmęczona - odpocząć?

jakie mamy ładne nowe ogłoszenie nieruchomości! komuś linka? na fotkach bardzo smacznie wyszły nowe Kazuary, którymi A. nam salon przyozdobił. mlask!


(wciąż jestem sfrustrowana i mam kłopoty ze snem).

wtorek, 21 kwietnia 2015

politycznie


bardzo mnie bawi kandydatka na prezydentkę, doktor Warzywko. chyba jakiś spin doctor zrobił o jedno spinjitzu za dużo i niechcący wymyślił przewrotny plan, jak dobić eselde (bynajmniej nie mam nic przeciw temu planu).

doktor Warzywko, jako idealnie pozbawione poglądów, charyzmy i osiągnięć estetyczne opakowanie niczego, bardzo ładne pasuje do roli symbolicznego gwoździa do trumny akurat tej formacji. chociaż... tak po sprawiedliwości, nadawałaby się i dla każdej innej... ciekawe, czy liczy na to, że coś dla siebie ugra, pomijając te ładne sukienki, garsonki i buciki, których sobie nakupiła na konto sponsorów przy okazji kampanii?

zapamiętaj Wszechświecie moje słowa, że niedługo po wyborach dostanie od jakiegoś pisma dla panów propozycję rozbieranej sesji zdjęciowej. propozycja dokładnie "po warunkach" i moim zdaniem akurat w tej roli powinna się sprawdzić.

żal, bo jest na lewicy sporo myślących kobiet, ale jak widać nasza Lewica nadal akurat nie myślenia od kobiet oczekuje...